info

archiwum

linki

layout

Mucha nie kuca.


Link 11.07.2010 :: 06:33 Komentuj (1)
Mucha nie kuca,
mucha nie leży
mucha jak klucha
cukier żre.

Mucha to mucha,
mucha to... wiosło
troche w tym wierszu bo mnie poniosło.

Mucha to mucha,
mucha to... ciastko.
Mucha w tym wierszu jest namiastką.

Bo tu nie chodzi o żadną muchę,
ale o szczerą, najszczerszą skruchę,

Ę .

Fotosik darmowy hosting obrazków

Jedzcie precle.


Link 01.04.2010 :: 20:37 Komentuj (0)
Siema, albo się nie ma. Przecinków nie lubię i nie szanuje dlategowoż ich nie stosuję lub robię to błędnie. Odczuwałem potrzebę podzielenia się z kimś tym problemem który mam od maleńkości. Wręcz jako embrion jeszcze drżałem słysząc przecinki stawiane przez moja matkę czy tez rzec powinienem nosicielkę wówczas jeszcze, bo przecież matką staje się człowiek (konkretnie kobieta) z chwilą narodzin. Nie swoich rzecz jasna tylko dziecka swojego, znaczy się do niej należącego chociaż nie w sensie niewolniczym jak murzyn należał do pana plantacji trzciny bananowej i mógł go smagać nachajem i posłać do wszytkich diabłów wedle kaprysu (pan murzyna rzecz jasna).
I taką samą potrzebę odczuwałem dziś względem skonsumowania chińczyka. w tym celu urządziłem WIEC, zebrawszy zaś odpowiednie poparcie, wraz z poplecznikami wyruszyłem na podbój tajwańsko- chińskiej kuchni rodem z Bytomia w której dominującym smakiem była mieszanka wymiękłych warzyw z rodzimej mrożonki Hortexu oraz glutaminianu sodu. Uporawszy się z tym daniem znakomitym spozyłem jeszcze loda o smaku mrożonej ryby obok której był pieczołowicie przechowywany przez całą zimę a może i przez wieki całe któz wie to chyba tylko sam Pan Bóg czy Chrystus Jezus, wszak on wszystkie czyny nasze widzi i zna, zaś Dżizas każe ludziom z wprost z Ameryki jechac do Radomia i tam bezdomnych uczyc angielskiego w zamian za wysłuchiwanie historii o nim samym.
Tak więc zjadłwszy to wszystko i zalawszy zimniutenieczką colą (dzięki ktorej poczułem na twarzy powiew zachodu) poczułem nagle źle się. Nawet gorzej rzekłbym, fatalnie, umierająco, konałem niemal. W stanie tym przypomiającym zażycie heroiny, na myśl o której wstręt we mnie wzbiera, bądź innego obrzydliwego narkotyku którym gardzę każdziuśkim z nich, alkohol nawet spożywam sporadycznie a i kawę i herbatę ostrożnie przyjmuję bo to tez używki od których można się uzależnić śmiertelnie i w kale własnym umrzeć w piaskownicy a potem dziecko podejdzie i dotknie truchła tego i umrze też.
Wówczas pomyślałem, iz to wina spozytego wczesniej posiłku wywinałem więc zgrabnego pawia do kibla gdzie wskoczył jak zwinna ryba, po czym poczułem sie rześki jak szczypiorek i przypomniawszy sobie wycieczkę do Krakowa i smakołyk który szczególnie utkwił mi w pamięci wymysliłem tę oto sentencję: Jedzcie precle.
Fotosik darmowy hosting obrazków

Do ziemi przodków!


Link 23.12.2009 :: 21:21 Komentuj (0)
Nie dalej jak parę tygodniu temu choć pamiętam jakby to było wczoraj a czasami wogle tego nie pamietam jakby to było jutro bądź wcale, wyjechałem nawiedzić ziemię przodków. Konkretnie jedynego znanego mi praprzodka- Lajonsa, ktorego odnalezienie zawidzięczam nieco Manu 'dalequetepego' Elowi, choć poniekąd równiez Fenicjanom którzy przeszli do historii ludzkości za sprawą solonej ryby- zapewne dorsza. Wątpię by był to jesiotr.
Zawitałem tak więc w Australii nad rzeką Billabong z wiernym psem Dingo u boku, ktory raz po raz uganial sie za rzucanym przeze mnie, znużonym gestem niby od niechcenia, bumerangiem, w rzeczywistości zas wystrzeliwanym z mordercza precyzja aborygeńskiego buszmena, którego duch wstapił we mnie podczas badania struktur językowych tegoż. Tam też, poznając zawiłe tajniki języka rodzimych australianczyków, postanowiłem złożyc swe kości w piaskach pustyni, gdzie tylko wierny pies dingo załka cicho z żalu na bezchmurnym stepie, a styrany wędrowiec spocznie na mym kurchanie za lat sto a moze tysiąc bezecnie przy tym pierdząc.
Nie! Na to pozwolic nie mogłem. Podźwignąwszy się z duchowego upadku, chyżo skierowałem się ku Polszcze- gdzie w domu porządnym z dobrego zwyczaju jest do parzenia kawy osobna niewiasta- nazywa się kawiarka- ta sprowadza z miasta ziarna kawy w najlepszym gatunku i zna tajemne sposoby przyrządzania trunku który ma czarność węgla, przejrzystość bursztynu, zapach mokki i gęstość miodowego płynu.
Jednokowoz kawy nie pijam, zadowolę sie herbą.

darmowy hosting obrazków

OŚWIADCZENIE! ACHTUNTG! PRIVIET! VENGA! PRECISELY!


Link 22.12.2009 :: 23:22 Komentuj (0)
Postanowiłem reaktywować bloga- wcale nie czynię tego powodowany modą ni próżnością. Profil jednak jego nieco zmieniam. Jak również layout (czyt. lejałt). Nie, lejałt nie, chiałem jedynie uzyć obcojęzycznego wyrazu kursywą [ był to żart ].
Pierwsze wpisy, żeby nie powiedzieć dziewicze, pisane pod wpływem mieszanki Gombrowicza Hrabala i Masłowskiej zostawiam jednak dla potomnych. Być może wydam je zresztą kiedys pod zmienionym nazwiskiem Wiliam Blake w Australii, gdzie ostatnimi czasy, piszę o tym nie bez dumy, nawiązałem pewne koneksje.
darmowy hosting obrazków


Sen o perpetum mobile.


Link 02.06.2009 :: 23:58 Komentuj (1)
Sen jest krótki acz treściwy nad miare wszelaka.
Kokosy zbijane przez ruskich konfidentów na przemycie mydła przez Troki nie moga równac sie z bajońskimi kwotami jakie przyjdzie mi zainkasowac za ten wynalazek. Pomysł genialny w swojej prostocie i jakże zawiły w swym paradoksie.
Oto kot, zwinne bestyja, zawsze spada na 4 łapy. Kanapka zas posmarowana masłem zawsze spada masłem do podłogi. Co zatem jesli do kazdej łapy kota przymocujemy dyskretnie za pomocą kleju butapren kromki chleba masłem w stronę łap? Tak stworzona maszyneryja poprzez niemozność upadku na plecy kota oraz nieposmarowana masłem stronę chleba będzie w nieskończonosc kręcić się wokól własnej osi tuż nad ziemią.
Zysk podany dla przyblizenia ogromu bogactwa w brylantach wyniesie: miliard.

Niestety geniusz uchyli czoła przed mamoną. Zmuszony bowiem jestem do podzielniea sie zyskiem z , nomen omen, Diodakiem, który na mój rozkaz w mgnieniu oka stworzy aparaturę przetwarzającą energie z kota w sposób wymierny.
To będzie zaiste wielkie widowisko! Big show! Gdyby nie okoliczności obiektywne powiedziałbym- bis!
darmowy hosting obrazków

Sen o tym że kotlet w oku to niezła wiksa...


Link 11.04.2009 :: 18:18 Komentuj (8)
... a radio jest spoko choc nie każdy może zostać jazzmenem.

Dzien był to przepiekny niby stworzony dzieciom do zabawy w klasy, w dom i Mak Gajwera- ot rózne igraszki bobasów co to potem z nich wyrastaja zakapiory o zakaznych facjatach, dziubnie człowieka taki majchrem ze szprychy od rowera, krew siknie, ucho (od śledzia) odpadnie i rym cym! -do piachu. Albo oknem wychynij sie a tam złoczyńca przy rabatach z bratkami, fikusami a obok grusza, siedzi na rurkach, zajada batona z benzyną i kombinuje z druta i starej dętki podejrzane utensylia różnorakiej maści.
W takich oto okolicznościach na podwieczorek sprosiłem kolegi. Com sie był narobił a nasmazył- puzzle lukrem nalane, kasztanem nadziane bobmki a i ananasa i kokosa niemały fragment- czem chata bogata! Na deser zaś- kotlety. Tłuściutkie maluchy, figlarnie mrugają spod zlewu gdzie uwiły sobie przytulna republike o ustroju demokratyczno- ludowym która padła jednak pod rządami pewnego Buca z zamiłowania piłsudczyka z przyrodzenia zapewne ruska.
Zlożone z trocin i smalcu stanowia one podstawe diety niejednego jarosza- hipokryty co bezecnie kebab wpieprza w budzie z paździerza, od Ruska kupiony za lewe dolce zza Buga.
Ba! Toż nie raz dobywając rzeczone smakołyki z lodówy, ręce obie straciłem do łokci przymarzniete do bigosu, lecz wnet przyklajstrowałem je sobie wstązką jedwabną i klejem Butapren.
Przychodzą więc kolegi przychodzą w liczbie Mena, Hanka i Magdy E. lecz z razu jej nie spostrzegłem gdyz miała na sobie płaszcz, plaszcz, płaszcz w pastelowym kolorze betonu. Rozgoscili się dwoje z nich, Men ruszył do kuchni gdzie juz wesolo skwierczał rondel, i jeden po drugim kotleciki wędrowały na blachę.
Niepomne cięzkiej pracy koleżaneczki w pokoju raczyły się audycją radiową, skoczny takt wybijając palcami.
-Kurrrrtka na wacie!- zaklęła szpetnie Hank -Radio to kit! Komercha i wiksa, przegnity kapitalizm przeżarty koka kolą i Krzysztof Ibisz!- krzyczała.
Odbiornik marki ?Dorota? porządnej czechosłowackiej roboty, dawał jednak na ostro alternatywnym dżezem z głosnika. Pod wpływem niebanalnej nuty, dziewczynki zmieniły statusy na: skajpie gronie giegie i fejsbuku na [Radio jest spoko], co nieomylnie świadczyło, iz dobrze im wchodzi dżes.
Rozochocona tym stanem rzeczy Men zaczeła podrygiwac do taktu lewa piętą I prawą RĘKĄ (ktorego to slowa nie używa sie niemal nigdy więc nie warto się go uczyc w obcych językach) przez co wymsknął się jej rozżarzony kotlet wprost w moje oko, spogladające wowczas na unikatową kolekcję sprężyn które przechowywałem w Grin begu.
-Ach Menie- żachnęła się E. Magda. - Nie dla Ciebie ten typ muzyki gdyz nadto Cię podnieca. Cóż, nie każdy może zostac jazzmenem- stwierdziła rezolutnie.
-Co ze mna?- spytałem połowicznie bezoki.
-Otóż- nic. Przecież to było niechcący, dla zgrywy a w żartach przeciez nie boli.
-A.
No i racja gdyż jak mawiają: ?Jeden woli czekolade, drugi szare mydło.?
darmowy hosting obrazków

"Sen o Rusku co chciał mnie w pole wywieść...


Link 25.03.2009 :: 19:25 Komentuj (7)
... ale trafiła kosa na kamień i tyle go widzieli"

Muszę swój wpis zacząc od nie lada oburzenia bo tytuł cały sie nie mieści a czemu że niby? Nie po to armia amerykańska na czele z prawujem Barryego, znanym bardziej jako Bareusz a to od imienia greckiego herosa Tezeusza, wygrała wojne z Ruskimi w roku mniejsza o to którym, by teraz ruscy agenci hakerzy podkladali świnie na blogach porządnym ludziom, ku(rwa). W Rzeszowie by to nie przeszło.

Sen zaczął się od mojej przechadzki po targu przy ulicy Śląskiej co moze być dośc zwdonicze gdyz ulica ta ma miejsce w Radomiu. A więc chodziłem i patrzyłem ze wzruszeniem na cukrowe koniki, balony w kształcie batona oraz rózne inne fatałaszki- ot wiadomo co na targu mozna spotkać prócz Rumunów z pochodzenia Chińczyków. Wtem zainteresowało mnie stoisko z budzikami z których kazdy był w niezłej cenie a wygląd miały niezgorszy. Faktycznie od pewnego czasu nie zdązałem nigdzie, insza sprawa ze nigdzie nie chodziłem ale przecież człowiek nie dziad (co żre szmaty pod oknem abmasady Azerbejdżanu z nadzieją że oficjele wczorajszą strawę zwrócą mu z dwunastnicy wprost do paszczy) i budzik miec musi. Zakupiłem więc budzik z najprzedniejszego plastiku za kwotę 15 złotych lecz nalezy od tego odjąć koszt żelek ktore nabyłem przy okazji, zrobionych z cementu i kiełbasy a o smaku konkretnie coli.
Spostrzegłem jednak rychło, iż resztę ze złotych 20 wydano mi w rublach, w dodatku podrobionych bo wydrukowanych na woreczkach foliowych z podobizną chińskiego marynarza ze skrzywioną nogą. Od razu ruszyłem w pościg za oddalającym sie w pospiechu ruskiem który chciał mnie tak niecnie wywieś(ź)ć w pole. Ale nie nie, nie dałem sie trafiła kosa na kamień.
Podązyłem za nim do baraku z tektury i jak nie złapie taboreta/tu i nie prasne w łeb. A Ty Ruski oprawco co nocą dzieci polskie straszysz pająkiem z bibuły i fajki z siana sprzedajesz pod mostem przedszkolakom co potem kazde z nich umrzec od tego może. I leje go, ku(rwa), leje a ten nic tylko drze sie i uciekać chce. I tak go tłukłem, tak go tłukłem, ze ku(rwa)! jak ja go tłukłem. Niczym jaki.s wiksiarz z pod bloku nastukany ścierwem najprzedniejszego sortu co zatoki wypala do kości albo MUSK do samej potylicy, albo też inteligencik jakiś opity KAWĄ KURWĄ zrobioną z 500 łyżeczek czystej kofeiny z doatkiem cementu i butaprenu. Spociłem sie, ubrudziłem kurteczke co ja miałem na sobie, całkiem ładna za 30 złotych na przecenie kupiona.
Aż zabiłem dziada w końcu, ale kosztowało mnie to siły co niemiara i myśl od razu mi się nasunęła "Następnym razem wezme siekiere".
darmowy hosting obrazków

Wkrótce: Sen o tym że kotlet w oku to niezła wiksa a radio jest spoko choc nie każdy może zostać jazzmanem.


Nocnik


Link 24.03.2009 :: 22:07 Komentuj (7)
darmowy hosting obrazków
Na pomysł prowadzenia dziennika snów, które mi sie przysniły bo nibu komu, wpadłem nie dzis i nie wczoraj lecz dawniej nieco kiedy to jeszcze czlowiek miał w zyciu nenajgorzej, ale tez i nienajlepiej bo czasy były cięzkie, choc teraz też jest nielekko. Zarzuciłem jednak ten plan do którego powróciłem wczoraj (choc pamiętam jakby to było dziś) pod wypływem Martyny z pochodzenia Muchy zwanej nie innaczej jak Man a zamieszkałej w Jaszczembiu wraz ze swoim bratem Maciejem. Ona też tytuł jakże trafny dla mojego dziennika wymysliła za co szanuję ja niezmiernie.

Juz wkrótce: "Sen o Rusku co chiał mnie wywieść w pole, ale trafiła kosa na kamień i tyle go widzieli"